Wróciłam z wycieczki. Skończyła się bajka, powróciła rzeczywistość. Przynajmniej parę moich marzeń się spełniło. Wróciła szara pogoda, brak oszczędności, pięknych widoków i atrakcji. Wróciłam do domu. Zostawiłam walizkę na środku pokoju i położyłam się spać.
7h później
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Moja mama wróciła z pracy. Spędziłam godzinę na opowiadaniu jej jak było cudownie. Tyle rzeczy zobaczyłam. Tak wiele przeżyłam. Wracałam z żalem i tęsknotą do chwil, które przeminęły. One już nie wrócą, zostały tylko wspomnienia, które wydają się być bajką. Wróciłam do pokoju żeby pozbierać myśli. Odebrałam telefon. Usłyszałam głos taty. Po kilku wypowiedzianych zdaniach byłam pewna, że coś nie gra. Miałam rację. Osłupiała zdążyłam wypowiedzieć kilka słów i rozłączyłam się. Bolało. Bardzo bolało. Nie mogłam tego znieść. Cały wieczór spędziłam na rozmyślaniu o tym bólu. Nie mogłam zrobić nic innego. Moje ciało zastygło w miejscu. Nie byłam gotowa, żeby wyjść z łóżka. Nikt nie wiedział co właśnie się ze mną dzieje. Tylko ja wiedziałam. Tylko ja to czułam. Jednocześnie miałam świadomość, że pewna bardzo bliska mi osoba oddalona ode mnie o jakieś 1300 km czuje to samo co ja, tyle że 1000000 razy mocniej. To uczucie było gorsze od poprzedniego. Nie do zniesienia. Udało mi się zasnąć.
9h później
Budzę się spuchnięta. Moja twarz przypomina pomidora. Oczy czerwone, spuchnięte tak mocno, że ich nie poznaję. To nie ja. Ja tak nie wyglądam. Witam się z mamą. Jest ranek, a ja udaję, że wszystko jest w porządku. Mama proponuje mi wspólne zakupy. Zgadzam się z niechęcią - nie chcę, aby zauważyła, że jest ze mną źle. Zakładam dżinsową spódniczkę i żółty t-shirt z paradoksalnie optymistycznym nadrukiem. Układam włosy, maluję się, pakuję torebkę i wychodzę. Na zewnątrz nie ma dla mnie miejsca. Zdaję sobie z tego sprawę już po wyjściu z klatki. Chodzę po sklepach, ale nic mi się nie podoba. Nic nie ma dla mnie znaczenia. Nadal próbuję ukryć przed mamą łzy. Jest bardzo dziwnie. Mam wrażenie, że niektóre osoby sądzą, że przesadzam. Nie przejmuję się tym. Nic nie zmieni moich uczuć. Wymyślam na szybko wymówkę i uciekam z galerii. Wracam do domu. Tutaj czuję się swobodnie. Nie muszę udawać. Kładę się z powrotem do łóżka i myślę. Nie pomagają ogłupiające filmiki na youtube. Wieczorem nie wytrzymuję. Wtulam się w ramiona mamy i po prostu płaczę. Mówię jej wszystko. Płacze ze mną. Uspokajam się. Jest lepiej. Zasypiam.
24h później
Idę do kościoła, wyprana z uczuć. Rozmawiamy o tym jak gdyby nigdy nic. Prosiłam Go, ale nie spełnił moich próśb. No trudno, nie mam do Niego żalu. W końcu wiem jak to działa. On wie najlepiej co jest dla nas dobre. Wracam do domu. Próbuję zapomnieć. Kładę się spać.
9h później
Otwieram oczy. Dzisiaj wychodzę z przyjaciółmi do kina. To ma mi poprawić humor. Ubieram coś ładnego i idę w świat. Miałam rację, jest lepiej. Zadowolona wracam do domu.
48h później
Leżę na łóżku. Czas upływa. Piszę ten post. Ból zniknął. Została szczypta żalu i potężna dawka zagubienia. Od kilku dni nie wiem co ze sobą zrobić. Spotykam się z przyjaciółmi i załatwiam ważne sprawy dotyczące szkoły. Czuję słodki powiew wakacji. Jednak gdy wracam do domu, w moim pokoju zastaję nadal nierozpakowaną walizkę. Na stoliku piętrzy się stos brudnych naczyń, a ja od kilku dni nie spałam pod kołdrą. Łóżko jest nadal idealnie pościelone, tak jak je zastałam po powrocie z wycieczki. Nie jestem w stanie go "rozścielić", więc śpię pod narzutą. Czas upływa, a ja stoję w miejscu. Jutro zakończenie roku szkolnego. To minęło tak szybko. Jeszcze nie wiem co czuję. Boję się.
Boję się tego, że nic nie będzie już takie samo.
7h później
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Moja mama wróciła z pracy. Spędziłam godzinę na opowiadaniu jej jak było cudownie. Tyle rzeczy zobaczyłam. Tak wiele przeżyłam. Wracałam z żalem i tęsknotą do chwil, które przeminęły. One już nie wrócą, zostały tylko wspomnienia, które wydają się być bajką. Wróciłam do pokoju żeby pozbierać myśli. Odebrałam telefon. Usłyszałam głos taty. Po kilku wypowiedzianych zdaniach byłam pewna, że coś nie gra. Miałam rację. Osłupiała zdążyłam wypowiedzieć kilka słów i rozłączyłam się. Bolało. Bardzo bolało. Nie mogłam tego znieść. Cały wieczór spędziłam na rozmyślaniu o tym bólu. Nie mogłam zrobić nic innego. Moje ciało zastygło w miejscu. Nie byłam gotowa, żeby wyjść z łóżka. Nikt nie wiedział co właśnie się ze mną dzieje. Tylko ja wiedziałam. Tylko ja to czułam. Jednocześnie miałam świadomość, że pewna bardzo bliska mi osoba oddalona ode mnie o jakieś 1300 km czuje to samo co ja, tyle że 1000000 razy mocniej. To uczucie było gorsze od poprzedniego. Nie do zniesienia. Udało mi się zasnąć.
9h później
Budzę się spuchnięta. Moja twarz przypomina pomidora. Oczy czerwone, spuchnięte tak mocno, że ich nie poznaję. To nie ja. Ja tak nie wyglądam. Witam się z mamą. Jest ranek, a ja udaję, że wszystko jest w porządku. Mama proponuje mi wspólne zakupy. Zgadzam się z niechęcią - nie chcę, aby zauważyła, że jest ze mną źle. Zakładam dżinsową spódniczkę i żółty t-shirt z paradoksalnie optymistycznym nadrukiem. Układam włosy, maluję się, pakuję torebkę i wychodzę. Na zewnątrz nie ma dla mnie miejsca. Zdaję sobie z tego sprawę już po wyjściu z klatki. Chodzę po sklepach, ale nic mi się nie podoba. Nic nie ma dla mnie znaczenia. Nadal próbuję ukryć przed mamą łzy. Jest bardzo dziwnie. Mam wrażenie, że niektóre osoby sądzą, że przesadzam. Nie przejmuję się tym. Nic nie zmieni moich uczuć. Wymyślam na szybko wymówkę i uciekam z galerii. Wracam do domu. Tutaj czuję się swobodnie. Nie muszę udawać. Kładę się z powrotem do łóżka i myślę. Nie pomagają ogłupiające filmiki na youtube. Wieczorem nie wytrzymuję. Wtulam się w ramiona mamy i po prostu płaczę. Mówię jej wszystko. Płacze ze mną. Uspokajam się. Jest lepiej. Zasypiam.
24h później
Idę do kościoła, wyprana z uczuć. Rozmawiamy o tym jak gdyby nigdy nic. Prosiłam Go, ale nie spełnił moich próśb. No trudno, nie mam do Niego żalu. W końcu wiem jak to działa. On wie najlepiej co jest dla nas dobre. Wracam do domu. Próbuję zapomnieć. Kładę się spać.
9h później
Otwieram oczy. Dzisiaj wychodzę z przyjaciółmi do kina. To ma mi poprawić humor. Ubieram coś ładnego i idę w świat. Miałam rację, jest lepiej. Zadowolona wracam do domu.
48h później
Leżę na łóżku. Czas upływa. Piszę ten post. Ból zniknął. Została szczypta żalu i potężna dawka zagubienia. Od kilku dni nie wiem co ze sobą zrobić. Spotykam się z przyjaciółmi i załatwiam ważne sprawy dotyczące szkoły. Czuję słodki powiew wakacji. Jednak gdy wracam do domu, w moim pokoju zastaję nadal nierozpakowaną walizkę. Na stoliku piętrzy się stos brudnych naczyń, a ja od kilku dni nie spałam pod kołdrą. Łóżko jest nadal idealnie pościelone, tak jak je zastałam po powrocie z wycieczki. Nie jestem w stanie go "rozścielić", więc śpię pod narzutą. Czas upływa, a ja stoję w miejscu. Jutro zakończenie roku szkolnego. To minęło tak szybko. Jeszcze nie wiem co czuję. Boję się.
Boję się tego, że nic nie będzie już takie samo.
Komentarze
Prześlij komentarz